Pędziłem ile sił w łapach, a mój kochany braciszek zorientował się za późno i nim on pokonał przynajmniej połowę dystansu ja już byłem przy drzewie.
-Wygrałem!-Wrzasnąłem i jak szczeniak zacząłem skakać dookoła drzewa. Kilka sekund później dobiegł do mnie mój brat.
-To było nie fair!-Wydyszał.-Wziąłeś mnie z zaskoczenia i nie mogłem się przygotować.-Prychną wściekły.
-Zycie takie już jest....-Mruknąłem przeciągając się.-Uważaj!-Krzyknąłem i skoczyłem na Jasona powalając go na ziemię.
-Co do...?-Parskną leżąc przygnieciony śmiejącym się mną.
<Jason? Wena D:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz