Wędrowałam przez las. Był naprawdę ładny, lecz ciągle zwyczajny. Wiał lekki, ciepły wietrzyk. Ptaki śpiewały swoją codzienną pieśń. Ale dookoła ani żywej duszy... W sensie wilka. Tak obfity w pożywienie las bez wilków? Niesamowite. Powoli docierałam do środka lasu, gdy pojawiła się tajemnicza, niebieska łuna. Była piękna. Gdy tylko o niej pomyślałam jej kolor stał się mocniejszy. Nagle gdzieś po mojej prawej rozległ się dźwięk łamanych gałęzi.
- Tak! Tego właśnie szukaliśmy! - wykrzykną ktoś.
Z zaskoczenia moja sierść zapłonęła. Cofnęłam się o jeden krok. Zza drzewa wyłonił się biały wilk. Podszedł do mnie.
- Powiedz mi jak to zrobiłaś? - w jego szarych oczach widać było entuzjazm.
- Chwilka, co ty sobie myślisz? Wyskakujesz na mnie znienacka, a potem się pytasz o jakieś bzdety?- warknęłam. Moja sierść zapłonęła jeszcze mocniej.
- Nie gadaj tylko przejdź przez błękitną barierę! - zignorował moje słowa.
Spojrzałam na niego wilkiem i "litościwie" przeszłam przez, jak to nazwał, błękitną barierę. Poczułam lekkie mrowienie, ale znalazłam się po drugiej stronie.
- I co wariacie? To nic N-A-D-Z-W-Y-C-Z-A-J-N-E-G-O! - wykrzyknęłam w stronę wilka.
- Właście, że to jest nadzwyczajne! - podbiegł do mnie - Ta bariera chroni nas przed intruzami, a ty nie dość, że możesz przejść dodatkowo ją wzmacniasz! Masz w sobie to COŚ.
- Przejdź do rzeczy - udałam, że nie interesuje mnie to.
- Wiesz, byłabyś idealną... Szamanką!
Sz... Szamanką? Nie do końca wiedziałam o co mu chodzi.
- Wiesz, ja i mój brat mamy watahę, a jak już mówiłem, ta bariera chroni nas przed intruzami. Niewiele wilków jest w stanie ją wzmacniać, a cóż... Z czasem powoli słabnie. A tak poza tematem... Jestem Fritz, a ty?
- Fritz infantylny? - basior wydawał się oburzony tym, co powiedziałam - Ametyst.
<Fritz? :) >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz