-Nie mam nic przeciwko.-Szczeknąłem i potruchtałem raźno przed siebie. Jason musiał zdecydowanie przyspieszyć, aby ze mną zrównać, ale już po chwili biegliśmy miarowym i dość spokojnym tempem. Łeb w łeb.
-Więc co się tam u ciebie działo od czasu gdy się rozdzieliliśmy brachu?-Rzucił mi dość luźno basior. -A no nic specjalnego, zostałem przygarnięty przez pewną waderę z Watahy Kruka, gdzie spędziłem ponad rok. Potem odszedłem i kilka dni później spotkałem piękną waderę...-Mój głos załamał się.
-I co zakochałeś się w niej? Mieliście szczeniaki?-Parsknął Jason ze śmiechem.
-Tak mieliśmy szczeniaki...-Łzy zaczęły cisnąć mi się do oczu, ale nie dałem poznać po sobie smutku.-Ona sama zginęła kilka dni po porodzie razem z jak ją później nazwałem Snowfall. Udało mi się uratować dwójkę pozostałych przy życiu szczeniąt, ale i te wkrótce zginęły....-Ostatnie słowa wręcz wyszeptałem ze smutkiem.
-Oh... przepraszam, nie powinienem o to pytać...-Powiedział skonsternowany Czysty Diament.
-Nie, nic się nie stało.... powinienem o tym mówić, wtedy czuję się lepiej.-Odpowiedziałem już typowym dla mnie tonem.
-Mhm....-Mruknął basior.
-A u ciebie co się działo?-Zapytałem zatrzymując się nagle.
<Jason?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz